Moje rysowanie robi się samo. Tylko latem i zwykle pod wieczór, kiedy siedzę gdzieś na łące, na ganku albo koło stodoły z blokiem w ręku. Słucham dnia, który napełniony zapachami odchodzi wraz ze stadem krów i szczekaniem psów. Młode bociany klekocą zawzięcie, a ja siedzę i czekam. Czasami na białym papierze pojawia się pierwsza, druga kreska a bywa, że rezultatem tego siedzenia, słuchania i patrzenia jest tylko puste miejsce. Też opatruje je datą i odkładam między inne rysunki. Takie tworzenie to rodzaj medytacji. Kiedy zaczynam, nigdy nie wiem co się pojawi, co zajmie tę pustą przestrzeń. Przeglądam je dopiero po powrocie do domu i wtedy czytam te graficzne notatki z przemijania, ulotne zapisy letnich nastrojów i tego co w żaden inny sposób nie da się wyrazić.