Przez wiele lat błąkałam się wąskimi ulicami pustych miast pogrążonych w ciemnościach. Trafiałam na dworce kolejowe wielkie jak katedry  z których można było dojechać tylko do jeszcze większych gmachów porosłych dzikim winem, wodorostami, skorupiakami. Wewnątrz  rozległe bagna w ciężkich oparach, nad nimi stada czarnych ptaków.

Musiałam gdzieś dojechać, do czegoś wrócić i to jak najszybciej. Zwykle miałam mnóstwo rzeczy do zabrania ale wszystko gdzieś gubiłam wraz z celem podróży. Czasem biegłam mostem nad rzeką bez drugiego brzegu, a po drodze wybuchały wydarzenia. Zawiłe i pogmatwane w wielowarstwowej symbolice ze szczelnie zamkniętym sensem. Zaczęłam więc szukać klucza aby się do nich dostać, może nawet coś wreszcie zrozumieć...

Studiowałam C.G. Junga i jego kontynuatorów. Zajmowałam się interpretacją i stosowaniem snów w innych kulturach. Eksperymentowałam ze świadomym śnieniem. Brałam udział w Teatrze Snów, pisałam artykuły , organizowałam warsztaty wg mojego, autorskiego projektu. Jednocześnie bardzo skrupulatnie zapisywałam własne nocne przygody. Niekiedy tak trudne do zwerbalizowania, że zaczęłam robić kolaże, aby, jeżeli nie fabułę, to oddać przynajmniej nastrój w jakim się budziłam.

W ten sposób powstał cykl "Oniryki".

A do snów, tak jak mnie, nie udało dostać się jeszcze nikomu. Tyle tylko, że moje sny zmieniły się diametralnie... i może właśnie o to chodziło?