Miasto jest pełne obrazów. Czasami niezwykłych, tworzących się z wielu na siebie nałożonych widoków. Chodząc po Warszawie czuję  się niekiedy jak w galerii sztuki. Przechodzę od jednego do drugiego obrazu a one stale się zmieniają, niespodziewanie ukazują coś całkiem innego niż spodziewalam się zastać. Są takie do których wracam wielokrotnie....Robię kolejne zdjęcia i stale odnajduję coś nowego, niezwykłego.

W odbiciach wystaw jawią się światy wielokrotnie równoległe, przenikające się nawzajem i tworzące zawiłe znaczenia. To wciąga.

Włóczę się po mieście w oczarowaniu jak podróżnik na antypodach, które dopiero co odkrył.