Niekiedy tak bywa w życiu , że trzeba udać się w podróż.
Na nic marudzenie, przekładanie terminu. Przychodzi taki moment, że dłużej nie da się zwlekać. Zabiera nas albo Los, albo Depresja albo Wypadek i...

Najtrudniej jest wystartować, bo wleczemy ze sobą toboły załadowane zużytymi mądrościami i wspomnieniami, które podobno są niezbędne jako podręczny bagaż doświadczeń. A szlak wyboisty, raz w górę, raz w dół i tak naprawdę nie wiadomo dokąd prowadzi.

Podczas mojej wyprawy wypadło mi popasać trochę na rozległych wertepach New Ege gdzie ekumenicznie krzewi się magia, zen, tarot, i ching, joga, medycyna alternatywna, tai chi, psychologia humanistyczna i wiele, wiele innych. A najskuteczniej uprawiana jest egzotyczna wiara w nieograniczone ludzkie możliwości.

Cały czas jestem w drodze, a bilet tylko w jedną stronę.
W tej długiej już podróży odkryłam, że wszystko jest relatywne, zatopione w gęstym chaosie wydarzeń. Moje możliwości dość mizerne a poszukiwanie sensu to nader bezsensowne zajęcie. Bagaż mam coraz lżejszy bo staram się pozbywać przekonań ciężkich jak kamienie. Mam ze sobą tylko tych trochę magicznych obrazków, aby patrząc na przebytą drogę, nie zapomnieć kim jestem.